O mnie

Moje zdjęcie
Głównie walczę ze sobą. Czasem o siebie. Kilogramów dużo , za dużo.

środa, 5 grudnia 2012

70.

Śnieg. Śnieg. Śnieg. <3
Wypieram z siebie złe emocje zagłuszając je przez nadmiar jakiś tabletek. Nawet nie wiem co to. Jestem teraz jakby otępiona trochę. Wszystko jest mi takie obojętne. W takim stanie mogłabym trwać wiecznie. Ale przynajmniej napisałam w mgnieniu oka 2 prace na 4 strony. Tyle dobrego. 
W szkole dziś.. Jakoś ogarnęłam. Dostałam 5 z matematyki !Pierwszy raz od początku roku , i pewnie ostatnio. 
No cóż. Czas na bilans:
-marchewka (12)
-mandarynka (27)
-2 łyżki ziemniaki puree i trochę kalafiora (150)
-jabłko (70)
-marchewka (12)
=271. 

Ćwiczenia:
-rozciąganie
-pajacyki 150
-brzuszki 50
-przysiady 130
-unoszenie nóg w bok 160
-unoszenie złączonych nóg 50
-agrafka 
- wymachy rąk w bok 40
-krążenie ramion 1 min. 

Czuję dziś jakiś niedosyt. Więcej ćwiczeń. Więcej. 

I znowu boję się dotyku. 

wtorek, 4 grudnia 2012

69


Nie jestem pewna czy tego thinspo już gdzieś nie było. No , ale nie ważne. Niech sobie będzie najwyżej jeszcze raz. 
Poczułam się dziś rano jakoś tak lekko. Nie fizycznie. Mentalnie. Spojrzałam przez okno , a tam pruszył sobie śnieg. Zauroczona tym pięknem , w za dużej koszulce z krótkim rękawem nie czułam tego mrozu który oplatał moje ciało. Poszłam do kuchni , zrobiłam sobie moją ukochaną zieloną herbatę i wróciłam . Usiadłam na parapecie z kubkiem herbaty i dalej wpatrywałam się w białe cudo. Kocham patrzeć na pruszący śnieg. Kojarzy mi się z taką czystością i lekkością. 
Też kiedyś będę lekka. Leciutka i delikatna jak płatek śniegu. 
Układałam sobie dziś mój plan jedzenia. Wyszło 310 kcal. Pomyślałam : "310?! Matko dlaczego tak dużo"
Po czym powiedziałam sobie: "Nie daj się zwariować." 
W szkole nie działo się nic ciekawego. Nie miałam pierwszej lekcji , a na drugą nie poszłam . Angielski. Mogłam pójść. Ale nie miałam akurat dziś ochoty słuchać nauczycielki : " Aniu ? Wszystko w porządku? Blado wyglądasz. " Co lekcje to samo. No do znudzenia. Problem  w tym ,że ja kocham bladość. Trudno , będę musiała uzbroić się w jakąś cierpliwość co do niej. Ale.. Mam pewne podejrzenia. Ta nauczycielka wygląda jakby chorowała kiedyś na anoreksje. To specyficzny wygląd. I nosi czerwony sznurek na lewej ręce jak ja. Ostatnio zapytała mnie czy powinna o czymś wiedzieć spoglądając właśnie na mój spleciony sznurek. Odpowiedziałam - nie. 
No dziwnie jest w każdym razie. 

Bilans:
-1/2 jabłka (30)
-1/4 bułki graham (34.25)
-3/4 bułki graham (102,75)
-1/2 jabłka (30)
-jogurt  owocowy (113)
=310

Ćwiczenia:
-pajacyki 180
-przysiady 260
-unoszenie nóg w bok 160
-skłony w bok 100
-motylek 90
-wymachy rąk w bok 40
-brzuszki 50
-unoszenie złączonych nóg 50
-rozciąganie
-wysokie unoszenie kolan. 

Postaram się jeszcze coś później poćwiczyć. 

poniedziałek, 3 grudnia 2012

68


7.26

Za oknem biało.. Ale nie przez śnieg. Przez mróz.
Zimno mi.. Zielona herbata rozgrzewa moje ciało. 
A na wadzę więcej. Wiedziałam ,że tak będzie. Na przyszły weekend muszę jakoś wymigać się od białego chleba, bo to wszystko przez niego. No nic. Muszę sobie poradzić jakoś. Choć ciężko będzie bo w piątek kończę 18 lat, a w sobotę robię taką małą imprezę w domu dla dosłownie kilku znajomych. Tort ,szampan. I inne kaloryczne rzeczy. Ale myślę,że jakoś sobie poradzę. 
W lodówce nie ma nic co mogłabym jeść. Muszę głodować bo nie mam żadnych pieniędzy by cokolwiek sobie kupić. Mój bilans będzie się dziś zamykał w niecałych 200 kaloriach. 
A jeszcze gorsza wiadomość.. Mama dziś idzie ostatni dzień do pracy i dopiero potem na wiosnę z racji tego, że jej praca uzależniona od pogody. Ja się powieszę. Najgorsze będą poranki. Ale nie dam się. Nie będę jadła białego chleba. 
ok, lecę do szkoły.
22.41.
Rozdarta między czymś a czymś. Coś jakby mi mówi ,że cały dzień robiłam coś źle. Że mogłam przeżyć ten dzień inaczej . do szkoły nic nie umiem, uśmiechać się nie umiem, zjeść poniżej 400 kalorii też nie umiem. Ćwiczyć dziś nie umiem. Wszystko na nic.
Ale.. Jeszcze jest poniedziałek. Jeszcze dzień się nie zakończył. Jeszcze poćwiczę. Muszę. Przecież sama nie schudnę.
Jestem przybita. Nic dziś mnie nie cieszy. Poważnie zastanawiam się nad zakończeniem szkoły teraz już. Już nie chce tam chodzić. Z trudem wstaje z łóżka , z trudem zmuszam się do wejścia do tego budynku. Próbuję sobie przypomnieć co dziś zjadłam. Ale mój mózg dziś nie rejestrował. Nie wiem o co chodzi. Ale nie zjadłam więcej niż 500. To na pewno.
Do jutra kruszynki.